Przyśpiewki z Przysłopia

Naszą „małą ojczyzną" jest Zawoja.

Za sprawą Królowej Beskidów możemy szczycić się mianem Górali Babiogórskich. Aby godnie je nosić, trzeba pamiętać o własnych korzeniach, o tradycjach przekazanych nam przez naszych przodków. Ocalona od zapomnienia przeszłość to podstawa naszej dzisiejszej tożsamości, to kontynuacja minionego, to trwanie pokoleń.
Tworzona przez poprzednie pokolenia kultura i nowinki przynoszone ze „świata" to obraz codziennego życia naszych ojców – ich trosk, radości i pragnień.
Oto niektóre z przyśpiywek ze zbioru pani Herminy Spyrka, która jest skarbnicą wiedzy o dawnych zwyczajach, tradycjach naszego regionu. Pani Spyrka bardzo chętnie przekazuje je zainteresowanym osobom – czyni to z prawdziwą swadą i humorem. Śpiewano przyśpiewki o własnym regionie, otoczeniu, przeważnie o humorystycznym zabarwieniu:

Zowojo, Zowojo to ładne kółecko,
zeby nie te góry, byłoby miastecko.
Na tyj Babi Górze diaboł pługiom łorze,
dziwujo się świoci, jak łon pługiom kroci.
Na tyj Babi Górze wyrosły trzy róze,
kciołek jedno zerwać, wpodek do kałuze.
Łod tej Babiej Góry wolajo się chmury,
a łod Kalwaryje pogoda się ryje.
Zowojo, Zowojo, ładne połozonie,
po nim się przechodzo moje pociesonie.
Zowojo, Zowojo, nie cało ty moja,
tylko pagórecek, gdzie mój kochanecek.
Zawojo, Zawojo, nie cało ty moja,
tylko ta dolina, gdzie moja dziewcyna.


W dawnych czasach Przysłop, jako przysiółek oddalony od wsi, był w pewnym sensie enklawą, gdzie rzadko docierały wieści ze świata. Mieszkańcy żyli tu jak u Pana Boga za piecem, pomagali sobie nawzajem, wspólnie dzielili niełatwy chleb, wspólnie spędzali wolne chwile, a wykazując naturalną, niczym nie skrępowaną inwencję, spontanicznie tworzyli to, co dziś nazywamy folklorem.

Jak jo se zaśpiywom w przysłopskij dolinie,
to mi się na Babi fijołek rozwinie.
Na Przysłopie ładnie, na Przysłopie śmiało,
ino na Przysłopie wesołości mało.
Kare konie, kare, jesce się karujo,
ładne Przysłopianki po co się malujo.
Nie pomoze mydło, ani malowidło,
ani Dunaj wody, jak ni ma urody.
Ido se chłopoki, ido se łod Gronia
i prześli przez Przysłop, pośli do Wełconia.
A na tym Przysłopie chłopoki po diable.
Nózki majo krzywe jak tureckie szable.


Wiele z tych piosenek, przyśpiewek przetrwało do dziś w pamięci niektórych osób, rdzennych mieszkańców, tworzących tę kulturę lub pamiętających przekazy swoich matek, ojców lub dziadków. Należą do nich między innymi: wspomniana już pani Hermina Spyrka z Beskidu, państwo Stanisława i Edward Basiurowie z Zaboru, pan Stanisław Żywczak od Spyrki, pani Genowefa Chowaniak z Nowego Osiedla, pani Stanisława Giertuga od Bubiaków, pani Władysława Pierog, pani Bronisława Janik i inne osoby, które bardzo chętnie prezentują downe śpiywki i łopowieści przy różnego rodzaju wspólnych spotkaniach w szkole, na przykład z okazji Dnia Babci i Dziadka, na festynie „Noc Kupały i świętojańskich robaczków", organizowanym przez nasze Stowarzyszenie w czerwcu każdego roku, lub przy innych okazjach. Oto piosenka o Przysłopiu – przysiółku, który tworzą części trzech gmin: Zawoi, Stryszawy i Makowa Podhalańskiego:

Przysłopianki my se, Przysłopianki bite,
chociaz my nie ładne, ale pracowite.
Przysłopianki my se, choć nie z jednej wioski:
zowojskiej, śtrysawskiej i jesce makowskij.
A chociaz my tu som z trzech wiosek miyskanki,
Zokamiyń nos łący, bośmy parafianki.
Przysłopianki my se, aze spod Magurki,
przysłopskie tu babki, wnucki i ich córki.
Przysłopskie dziewcyny, piykne, urodziwe,
do tańca, rózańca, wesołe, scośliwe.
Poznać ci to, poznać Przysłopianko w rodzie:
kazdo Przysłopianka jak róza w łogrodzie.
Dziewcota jak róze, choć się nie malujo,
chłopcy jak ślachcice, choć ciozko harujo.
Przysłopskie chłopoki to przystojne chłopy,
bo som nojładniyjsi z całej Europy.
Jak jo se zaśpiywom na wiyrchu gronisia,
to se mnie usłysy do chałpy mamusia.
A jak se zaśpiewom na wiyrchu polany,
to mi se zagrajo przysłopskie łorgany.
Zońcie se ta, zońcie, kulasa na goncie.
Jak se zazoniecie, kulase chlipniecie.
Kiedy jo se, kiedy bydełko posała,
cało dolinecka pode mną hucała.
A kiedy jo teroz krowicek nie pasom,
kazdo dolinecko zeby zasioł lasom.
Zeby lasom zasioł, zeby przymuliło,
Jakby na Przysłopie pastyrek nie było.
Tam na moście trowka rośnie, a pod mostem buroki.
Cały tydzień kulasina, a w niedziele zimnioki.


Przyśpiewki śpiewane były przy różnych okazjach, często na zasadzie prześpiewywania się przez chłopców i dziewczyny, którzy schodzili się na potańcówki nawet bez ważnej okazji, co było naturalnym zwyczajem w tamtych czasach. Do tańca przygrywali na harmonii miejscowi chłopcy. Nierzadko potańcówki kończyły się bójką uczestników, spowodowaną czy to antagonizmami między różnymi częściami wsi, czy to treścią przyśpiewek:

Zowojskie chłopoki to same filuty.
Kochają dziewcyny tylko na minuty.
Kochają, lotają, sami nic ni mają.
Jedyn od drugiego portek pożycajo.
Skarpytki na nogak od wielkiego świota.
Posed do Kościoła, wylazła mu piota.
Przysłopskie chłopoki siadojcie na toki.
Jo wos powywozom gdzieś w diabelskie krzoki.
Przysłopianie chłopi, nie siejo konopi,
Siejo tatarecko, pijo gorzołecko.
Byli by se, byli, z Przysłopian chłopoki,
Ino ik, ino ik gorzołecka topi.
Przysłopskie chłopoki to nic nie robiajo,
Ino do Kaliny kamiynie rzucajo.


Słowa przyśpiewek mogły być również powodem do zazdrości o dziewczyny:

Jak pudzies do domu, to mnie kopnij nogom.
Jo jes domyrdany, polecom za tobom.
Nie pudom do domu, aze będzie świtać.
Łobiecoł mnie tatuś porwozem przywitać.
Nie pudom do domu, aze będzie rano,
Jak tatuś poniesie konickowi siano.
Moja Maryś, daj mi pyska, jo ci kupiom trzewicyska.
W trzewicyskak chodzić bedzies, a pyska ci nie ubedzie.
Ty, mój Wacuś, nie dom pyska, nie potrzebne trzewicyska,
Bo mi mama zakozała, zebyk pyska nie
dawała.


Bogate były obrzędy weselne. Pani Hermina Spyrka wspomina te przyśpiewki, które śpiewano przed wyjściem panny młodej z domu do kościoła:

W imię Ojca, Syna i Ducha Świętego
Zabiyroj się Kasiu z domu rodzinnego.
Wybiyroj się Kasiu na to gospodarko,
zabiyroj kosulo, staro łocedzarko.
Dziękuję Ci, mamo, iżeś ją chowała,
ażebyś się za to do nieba dostała.
Chodziłeś Franusiu i szukoł, i szukoł.
Tobie na Przysłopiu kanarecek kukoł.
Nie płacz Kasiu, nie płacz, czegobyś płakała,
Dostałaś Franusia, jakiegożeś chciała.
Ładnego nazwiska, ładny na gobusi,
Od dobrego ojca, od dobrej mamusi.
Juześ sie wydała, już nie bedzies panną.
Bedzies se chodziła z babami na ranną.
Juześ sie łożynił, juześ sie przezegnoł,
Juześ wszystkie panny łod siebie łodegnoł.
Juześ się łożynił i toś dobrze zrobił.
Nie bedzies już wiyncyj za pannami chodził.
Nie mortw się Franusiu, choć cie biydom straso,
Bo się pod Beskidom dwa jelonki pasom.
Popatrz se Kasinko do swego okienka,
Jak mierciki płaczą, żeś już nie panienka.
Wygrołeś se Franuś, wygrołeś se, wygroł,
Boś se nojpiykniso Przysłopianko wybroł.


Pani Stanisława Basiura udostępniła teksty przyśpiewek wykonywane przez gości weselnych:

Wesele wesele, małe weselątko
wydaje mamusia ostatnie dziewcątko
Nie płaczże Marysiu bo ci dobrze będzie
Będzies se siedziała z kumoskami w rzędzie
Marysiu, Marysiu wionecka nie żałuj
rzuć wionek do kąta a Janka ucałuj
Powiadają ludzie, ze Jasiu ubogi
on kupił Marysi suknie do podłogi
Suknie do podłogi welon po kolana
jesce jej łobiecoł syna jak barana
Nie wpuscoj Marysiu Janka pod pierzyno
niech on se pokloncy przy łóżku godzino
Nie płaczze Marysiu nic ci nie pomoże
po coś zamykała Jasieńka w kumorze
Pamiętoj Jasieńku zebyś ją szanowoł
na kazdo niedzielo buciki pucowoł
Juz to po weselu i juz to po ślubie
juz się panna młoda poza usy skubie
Wesele, wesele po weselu smutek
bo młodomu panu nie chce pioć kogutek
Jak pójdzies do łóżka to se przykryj głowo
niech się dzieje co chce z tom drugom połową
Juześ się łożynił juześ się powiesił
na tej szubienicy co chodzi w spódnicy
Juześ się łożynił juześ się przezegnoł,
juześ wszystkie panny łod siebie łodegnoł
Juześ się łożynił bdzies łożyniony
nie bedzies spoglondoł na nicyje żony
Spodobały ci się u Marysi cysie
zeby nie te cysie nie łożynił byś się
Wesele wesele ale tylko dwa dni
zeby było tydzień to by było ładni


W pewnym sensie jakimś zrządzeniem losu było pojawienie się na Przysłopiu w 1932 r. Franciszka Gazdy, wykwalifikowanego nauczyciela posiadającego predyspozycje pedagogiczne i artystyczne, zapał do twórczej pracy ze społecznością podbabiogórską. Zorganizował on tu jednoklasową szkołę powszechną, która była czwartą szkołą w Zawoi. Oprócz nauczania dzieci na Przysłopiu, w szkole, która mieściła się wtedy w tutejszych prywatnych domach, przekazał mieszkańcom zamiłowanie do folkloru babiogórskiego, ukierunkował spontaniczną, wewnętrzną potrzebę śpiewu i tańca. Doceniając wartość babiogórskiej kultury, zapoczątkował jej dokumentowanie. Wydał śpiewnik Babiogórskie pieśni z Zawoi, utworzył regionalny zespół „Babiogórcy". Podczas swojej kilkuletniej działalności na naszym terenie dał się poznać jako ten, który pierwszy dostrzegł wartość babiogórskiej obyczajowości, obrzędów i muzyki. Działalność ta wpłynęła na dalszy rozwój kultury babiogórskiej. Franciszek Gazda stał się niejako przewodnikiem oraz inspiratorem dla tych, którzy dziś pod Babią Górą kultywują tradycje tego regionu.

Był autorem scenariuszy i reżyserem przedstawień, które grała przysłopska oraz zawojska młodzież, spotykając się na próbach w domu Wojciecha Spyrki, gdzie w jednym z pomieszczeń mieściła się „szkoła". Repertuar oparty był na pieśniach, przyśpiewkach i scenkach zebranych od mieszkańców Przysłopia Dziadkowie naszych uczniów pamiętają spotkania z panom, który uczył ich aktorstwa, opracowując i prowadząc przedstawienia, jasełka, śpiewy i tańce. Z rozmowy o nim, prowadzonej z państwem Stanisławą i Edwardem Basiurami z Zaboru wyłania się obraz niezwykle przystojnego, wesołego mężczyzny, organizatora życia ­kulturalnego, który poświęcał się pracy z dziećmi i młodzieżą, urządzał z nimi piesze wycieczki, docierając nawet na Babią Górę.

Na pewno sporym przedsięwzięciem w tamtych latach było organizowanie dalszych wyjazdów związanych z występami zespołu, a jak wspominają rozmówcy, takie wyprawy odbyły się do Zakopanego, Krakowa, Warszawy, a nawet nad morze do Gdyni. Pan Gazda przyjaźnił się z Michałem Polakiem, nieżyjącym już ojcem wspomnianej pani Stanisławy Basiury, w 1936 r. był drużbą na weselu pana Michała i pani Otylii. Wyjechał stąd w 1938 r.

Pobyt i twórcza działalność Franciszka Gazdy przetrwała w pamięci mieszkańców do dziś. Pani Anna Babiarczyk Spod Grapy, była uczennica pana Gazdy, pamięta wyjazd zespołu na występy na krakowskie Błonia – dzieci śpiewały piosenki autorstwa opiekuna, Julian i Stefan Spyrkowie tańczyli tam zbójnickiego (w bukowych portkach), polkę. Pani Babiarczyk była wtedy nastolatką, osobiście brała udział w przedstawieniu pt. Suliwan, które prowadził pan Gazda. Treść dotyczyła wielkiej miłości dwóch chłopców – bogatego młynarza Suliwana oraz biednego parobka Filipka, do jednej dziewczyny. Filipkowi nie wolno było się spotykać z tytułową bohaterką – Nastusią (grała ją pani Babiarczyk). Na wsi była Rojka – zła baba, która donosiła Suliwanowi, jeśli wypatrzyła gdzieś zakochaną parę. Rojka skarżyła również o spotkaniach matce Nastusi. Dziewczyna tęskniła za swoim ukochanym Filipkiem, mimo że ubogim, ale za to o złotym sercu.

Nastusia chodziła po kątach i płakała:
Chociaż nam drogę
Cierniami ścielą,
Ale dusz naszych już nie rozdzielą.

Filipek:
Po smutnej zimie
Drzewko się kwieci,
przepłyną chmurki,
Słonko zaświeci.

Głos ze wsi:
Siedzi srocka na płocie
I skrzeczy i skrzeczy.
Będzie tu wesele,
Będą wielkie rzeczy.


Pani Babiarczyk (nazwisko panieńskie Kawiak) wymienia innych aktorów (niestety już nieżyjących) tego przedstawienia: Władysław Toczek z Zaboru, Antoni Drwal od Kobieli, Julian i Stefan Spyrka, Franciszek Kudzia, Emilia Polak od Spyrki, Michalina Polak od Kubasiaków, Helena Bogdanik, Julian Babiarczyk, Michał Polak.
Podczas kilkuletniego pobytu Franciszka Gazdy na Przysłopiu znacznie ożywiło się życie społeczne i zaangażowanie mieszkańców. Można stwierdzić, że Franciszek Gazda wniósł w to środowisko przysłowiowy kaganek oświaty.
Dla całej społeczności szkolnej Franciszek Gazda jest wzorem do naśladowania jako ten, który przyczynił się do zachowania dziedzictwa naszych ojców. Rozumiemy jego rolę jako osoby zasłużonej dla regionu. W programie szkoły edukacja regionalna, tradycje i dorobek mieszkańców mają należne miejsce, przenikając prowadzoną działalność wychowawczą.
W roku 2002 w szkole powstała Izba Regionalna imieniem Franciszka Gazdy – pierwszego animatora ludowej kultury babiogórskiej.
Na postawie rozmów z paniami Herminą Spyrka i Anną Babiaczyk opracowała: Wiesława Krzeszowiak